O autorze
Dziennikarz miesięcznika motoryzacyjnego KATALOG dla kierowców.
Twitter: @R_Lorenc

Wavelo, czyli pedałujemy krakowskimi rowerami miejskimi

(c) Wavelo
- To jedyny taki system w Polsce. Poza tym, obecnie wypożyczenie odbywa się z roweru, a nie ze stacji, co bardzo upraszcza sprawę. De facto jesteśmy jedynym miastem, które do wypożyczalni rowerów miejskich nie dokłada, a wręcz na nich zarabia, ponieważ mamy otrzymywać zdecydowaną większość wpływów z reklam – mówi w wywiadzie Michał Pyclik, Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

W zeszłym roku zdecydowaliście się na zmianę operatora wypożyczalni rowerów miejskich. Czym to było podyktowane?
Michał Pyclik:
To już nie pierwsza zmiana. Parę lat temu rower miejski wystartował w Krakowie jako w pierwszym mieście w Polsce. Od tego czasu tych operatorów było kilku, przy czym każdy z nich miał trochę inny model funkcjonowania. Za pierwszym razem była to firma wyłoniona na drodze przetargu, w ramach projektu unijnego. Gdy ten projekt się skończył pojawił się pomysł, żeby spróbować czegoś w rodzaju koncesji, czyli przychodzi firma, która utrzymuje rowery z umieszczonych na nich reklam. Taka firma się znalazła i wystartowała, ale zakończyło się to niepowodzeniem. Wtedy sami, jako ZIKiT, przejęliśmy prowadzenie wypożyczalni rowerów. Przez rok prowadziliśmy ją pod szyldem KMK Bike, na własnym systemie i na rowerach dostarczonych przez pierwszego operatora. W międzyczasie ogłosiliśmy przetarg na dostawę nowego systemu oraz sprzętu. Tutaj pojawiła się taka sytuacja, że mieliśmy dostawę sprzętu od jednego operatora i operowanie tym systemem przez inna firmę. Funkcjonowało to bodajże dwa lata, podczas których firmy operujące zmieniły się jeszcze dwukrotnie. W końcu doszliśmy do wniosku, że chcemy spróbować czegoś nowego. Przez ponad rok trwały prace nad wyłonieniem firmy, która nie będzie operatorem, ale koncesjonariuszem, czyli generalnie będzie działać na zasadach koncesji. To trochę powrót do tego, co było proponowane za drugim razem, czyli do zarabiania na reklamach, tyle tylko, że tym razem wiedzieliśmy, że nie da się zarobić wyłącznie na reklamach, dlatego ta koncesja była troszeczkę inaczej przeprowadzona. Wykorzystaliśmy to do tego, aby zrobić dwie rzeczy. Pierwsza z nich to wprowadzenie wygodniejszych i nowocześniejszych rowerów, natomiast druga to przerzucenie ryzyka na firmę zajmującą się prowadzeniem wypożyczalni. Do tej pory było tak, operator inkasował stałą wypłatę za obsługę systemu, w zależności od miasta wynoszącą od 200 do 400 zł za rower miesięcznie.
Dla takiej firmy najlepiej byłoby więc, aby nikt na tych rowerach nie jeździł, bo wtedy nie trzeba byłoby ich naprawiać. My natomiast zaproponowaliśmy koncesję, zgodnie z którą operator systemu musi sam zadbać o to, aby byli wypożyczający. Bo jeżeli ich nie będzie albo będą oni niezadowoleni z jakości usługi, to firma prowadząca wypożyczalnię nie zarobi.



Czyli nie ma tu już dotacji z miasta.
No właśnie my przewidywaliśmy, że jakieś dotacje będą jednak potrzebne i mieliśmy na to przygotowane środki. Ale podczas przetargu okazało się, że firmy, które w nim startowały zaoferowały ceny od 1 zł do prawie 500 zł za rower za miesiąc. Firma, która dała złotówkę wygrała. W związku z tym rowery nie kosztują nas kilka milionów złotych rocznie, tak jak planowaliśmy, ale tylko 15000 zł rocznie.

A potrafiły kosztować nawet i 670 000 zł? Były takie okresy.
Tak i naprawdę to wcale nie jest duża kwota, musimy bowiem pamiętać, że obsługa wypożyczalni rowerów trochę kosztuje. W Krakowie miesiąc funkcjonowania jednego takiego roweru kosztował standardowo 250 zł, więc jeżeli mieliśmy ich 150, to można sobie łatwo obliczyć ogólną sumę. W tym momencie, jeżeli mamy mieć 1500 rowerów, to przy dotychczasowym modelu ta wartość byłaby dużo większa. Ale dzięki korzystnym zmianom będzie nas to teraz kosztowało 1500 zł miesięcznie. De facto jesteśmy jedynym miastem, które do wypożyczalni rowerów miejskich nie dokłada, a wręcz na nich zarabia, ponieważ mamy otrzymywać zdecydowaną większość wpływów z reklam. Więc tak naprawdę firma, która jest operatorem systemu zarabia tylko i wyłącznie na wypożyczeniach.

Firma BikeU, która obecnie jest operatorem, zgodnie z koncesją zrzekła się umieszczania reklam na rowerach?
Nie, reklamy będą umieszczone na koszyku, bo jest zapisane, że tam mogą być. Koncesja założyła natomiast, że bodajże 90 albo 99% wpływów z tych reklam ma być przekazywana do ZIKiT-u. Ogólnie mówiąc rowery i stacje należą do operatora systemu, a ZIKiT płaci złotówkę za rower miesięcznie i nic więcej go nie interesuje. Rowery mają jeździć i być sprawne. Leży to w gestii operatora, ponieważ jeżeli zaoferuje on jednoślady, które nie sprostają zadaniom, to ludzie ich nie wypożyczą, a w efekcie nie będzie zarobku. Jeszcze raz podkreślam, że operator żyje tylko i wyłącznie z wypożyczeń.

Umowa ma obowiązywać 8 lat.
Tak, z możliwością przedłużenia. W przypadku koncesji z reguły jest tak, że są one zawierane na stosunkowo długi okres czasu. Taka inwestycja jest warta paręnaście, jeżeli nie parędziesiąt milionów złotych, dlatego firma musi mieć szansę zwrotu. Rozmawialiśmy z wszystkimi firmami, które operują wypożyczalniami rowerów w Polsce, przyjeżdżały również firmy z za granicy. Czas obowiązywania umowy wynika więc z negocjacji i z rozeznania rynku, na jakich zasadach firmy są gotowe wystartować.

Czy firma może dowolnie kształtować ceny za wynajem roweru?
Prawie. W przetargu było określone, że nam zależy na abonamentach. Wynika to z tego, że chcielibyśmy, aby rower miejski był często wybieranym, jeśli nie podstawowym środkiem transportu po Krakowie. Zależy nam, aby te rowery były realną alternatywą dla tramwajów i
autobusów, żeby stanowiły ich uzupełnienie. Dlatego zapisaliśmy, że chcielibyśmy mieć abonamenty, z zastrzeżeniem, że godzina darmowej jazdy dziennie ma przysługiwać w abonamencie nie droższym niż 19 zł miesięcznie, natomiast 1,5 godziny darmowej jazdy dziennie ma przysługiwać w abonamencie nie droższym niż bodajże 25 zł miesięcznie. To są wartości maksymalne, które zapisaliśmy, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby były one niższe. Jeżeli firma stwierdzi, że może to robić taniej, aby mieć więcej wypożyczeń, to może sobie ustalić niższe ceny. Nie zapisywaliśmy nic odnośnie cenników jednorazowej jazdy, dając tutaj firmie możliwość ustalenia sobie dowolnych cen. Dla nas kluczowe jest bowiem to, aby mieszkańcy dostali tanią ofertę roweru na abonament.

Czysto hipotetycznie, jeżeli powiedzmy po roku okazałoby się, że ludzie nie korzystają z rowerów, bo np. jest za drogo, albo korzystają i firma chce podnieść ceny, to rozumiem, że wtedy można coś renegocjować.
Absolutnie nie. Tak jak już powiedziałem, firma może obniżyć ceny w każdej chwili, ale nie może ich podnieść ponad poziom zapisany w koncesji. W przypadku zamówienia publicznego tego rodzaju nie dopuszczamy możliwości renegocjacji warunków podpisanej umowy.

Porozmawiajmy teraz o tym, czy i jak ZIKiT może wpływać na kształt oferty firmy obsługującej wypożyczalnie rowerów miejskich. Chodzi np. o to, czy będzie tutaj integracja z Krakowską Kartą Miejską?
Tak, zostanie ona wdrożona w trakcie tego roku. Odnośnie innych rzeczy, to musimy się trzymać tego, co zostało zapisane w koncesji. Nie możemy oczekiwać od operatora czegoś więcej niż to, co wynika z jego zobowiązań zawartych w umowie. Pozostajemy natomiast w stałym kontakcie i wspólnie rozmawiamy o tym, jak to wszystko się powinno rozwijać. Czasami także coś sugerujemy, ale decyzje są po stronie BikeU.

Czyli nie możecie im nic narzucać.
W żadnym wypadku. Mogliśmy to robić na etapie przygotowywania koncesji. Powiedzieliśmy wtedy, jakie warunki graniczne nas interesują, oni je przyjęli i stwierdzili, że chcą za to tyle i tyle pieniędzy. A jak już sobie wszystko poukładają w ramach ustalonych warunków brzegowych, to już ich sprawa.

Kontynuując temat, w swoim regulaminie operator systemu ma zapisane, że rowery są skierowane do osób prywatnych. Jak zatem jest z fakturami?
Możemy im to zasugerować, natomiast z tego co wiem oni przygotowują się do tego, aby z wypożyczalni rowerów mogły korzystać różne podmioty. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że nie ma tutaj sztywnych zasad, takich jak np. w przypadku jednostek państwowych. To jest firma, która może sobie dowolnie kształtować swoje zasady, pod warunkiem, że będą one zgodne z koncesją i z rynkiem. Jeżeli więc uzna, że coś jest potrzebne i się opłaci, to zapewne podejmie odpowiednie działania w tym kierunku. Z tego, co słyszałem firma będzie się otwierała na modele sprzedaży, które do tej pory tej pory nie były dla ZIKiT-u osiągalne. Tak naprawdę system wystartował pełną parą 15 kwietnia, natomiast prawdziwy sezon rowerowy zaczyna się w maju. Teraz operator skupia się głównie na rozbudowie systemu, aby postawić i uruchomić kilkadziesiąt stacji. Docelowo ma ich być 150.

A gdyby firma się z tego nie wywiązała? Czy ZIKiT ma wtedy możliwość skuteczniej interwencji?
W takiej sytuacji przewidziane są kary umowne. Natomiast na podstawie harmonogramu montażu i dostawy widzimy, że zmieszczą się w czasie.

Czy w ramach koncesji mogą zamiast 1500 postawić np. 2000 rowerów?
Oczywiście. Mogą postawić nawet 10000, jeśli uznają, że im się to opłaci.

Czyli koncesja określa tylko minimalną ilość rowerów.
Tak, minimalną ilość rowerów i minimalną ilość stacji. Natomiast dopuszczalne jest znalezienie sponsora na postawienie dodatkowych stacji i rowerów. Wiem, że jedno z centrów handlowych już się na to zdecydowało.

Czy ZIKiT musi wyrazić na to zgodę?
Nie. Operator nas tylko o tym informuje, natomiast musi z nami uzgodnić, gdzie taka dodatkowa stacja stanie, jeżeli ma to być na terenie gminnym.

A jak jest z karami nakładanymi przez firmę na użytkowników rowerów? Czy to operator sam je sobie ustala?
Tak. Nie ingerujemy w to, natomiast gdybyśmy mieli sygnały od mieszkańców, że gdzieś jest problem, to jak najbardziej możemy interweniować i sugerować jakieś inne rozwiązanie. Należy jednak pamiętać, że firma może dowolnie kształtować swoje warunki w ramach swojego modelu biznesowego i w ramach tego, co mieści się w zapisach koncesji. Nie może jednak przesadzić, ponieważ tak jak już mówiłem, jeżeli system nie będzie przyjazny, to nie będzie cieszył się zainteresowaniem, a w efekcie nie będzie można na nim zarobić.

Rozumiem, że dla ZIKiT-u wyznacznikiem jest popularność systemu, czyli współczynnik wypożyczeń.
Nie, dla nas wyznacznikiem są ceny, które obowiązują.

Ale cena kształtuje wypożyczenia.
To, czy się to biznesowo zepnie, czy nie jest wyznacznikiem dla operatora systemu. Gdyby się okazało, że z jakichś powodów się nie zepnie, to kary przewidziane w umowie w zupełności wystarczą na to, żeby pokryć wszystko, co miasto zainwestuje przez cały okres funkcjonowania wypożyczalni. Kary te opiewają na kwotę ponad 100000 zł, czyli mniej więcej tyle, ile Kraków przez 8 lat trwania umowy zapłaci operatorowi systemu. Jeżeli więc okazałoby się, że z jakiegoś powodu system by się nie utrzymał, to miasto nie będzie stratne finansowo i wyjdzie na zero.

Rozumiem, że operator sam ustala sobie ceny reklam umieszczonych na rowerach i ZIKiT nie ma na to wpływu.
Zgadza się. Dochody z tego tytułu trafiają do nas, natomiast nie jesteśmy jakoś bardzo nastawieni na zarabianie na tych reklamach.



Aktualnie oferowane rowery mają GPS-a. Kto zaproponował zamontowanie tego urządzenia?
My. Wszystko, co jest w tych rowerach to nasz pomysł. Rowery takiego typu są popularne w systemach w USA. Aktywny GPS pomaga odnaleźć zgubiony rower, a także sprawdzić, jak przemieszczają się użytkownicy i na tej podstawie ocenić, gdzie brakuje stacji. Dzięki GPS-owi, za dodatkową opłatą rower można pozostawiać również w określonej strefie poza stacją. To jedyny taki system w Polsce. Poza tym, obecnie wypożyczenie odbywa się z roweru, a nie ze stacji, co bardzo upraszcza sprawę. Nie ma więc takich sytuacji, że stacja się zepsuje i w związku z tym wszystkie stojące na niej rowery są niedostępne. Zgłoszenie awarii także odbywa się z roweru. Zaawansowanie tych jednośladów sprawia, że określa się je jako rowery czwartej generacji. Oprócz tego są one bardzo wygodne. Na podstawie ocen i wpisów na portalach społecznościowych możemy stwierdzić, że ludzie doceniają jakość jazdy na tych rowerach. To jednoślady naprawdę bardzo dobrej klasy.

Za to ceny, w porównaniu do poprzedniego systemu, wywołują zapewne znacznie mniejszy entuzjazm.
Tu jest pewne niezrozumienie. Pojawia się ono w momencie, gdy ktoś za prosto wszystko przelicza i bierze pod uwagę niewłaściwą taryfę. W tym momencie mamy cztery taryfy. Podstawowy abonament kosztuje 19 zł miesięcznie i wystarcza do tego, żeby dojechać do pracy i wrócić do domu. Za pół godziny można w jedną stronę spokojnie przejechać 7 km. Jeżeli jeździmy trochę dalej, to możemy wybrać abonament za 25 zł miesięcznie. Więc są to oferty skierowane do tych, którzy często używają roweru. Natomiast dla tych, którzy używają roweru bardzo rzadko przeznaczona jest oferta „Pay as you go”. Jest ona co prawda droższa, bo kosztuje 19 groszy za minutę, ale opłaca się z niej korzystać w pewnych sytuacjach, np. jeżeli ucieknie nam tramwaj albo autobus, następny jest powiedzmy za 10 minut, a my mamy przejechać trzy przystanki, to wtedy wsiadamy na taki rower, jedziemy trzy minuty i kosztuje nas to 60 groszy, a za najtańszy normalny bilet trzeba zapłacić 2,80 zł. Taryfa „Pay as you go” nie jest więc przeznaczona do używania godzinowego, ale minutowego. I takim właśnie zakresie jest ona opłacalna. Oprócz tego mamy jeszcze taryfę dla turystów, która pozwala bardzo tanio wypożyczyć rower na cały dzień. Czas pokaże, czy zostaną wprowadzone jeszcze jakieś inne taryfy. Dla nas jednak najważniejsze jest to, że już w tej chwili są taryfy, które premiują osoby często korzystające z roweru.

Czy ZIKiT będzie w jakiś sposób monitorował, z jakich taryf ludzie korzystają najczęściej?
Nie. To są tak naprawdę dane biznesowe firmy, dlatego nie chcielibyśmy nawet w nie ingerować, aby nie być posądzonym o przekazywanie ich konkurencji. My korzystamy tylko z ogólnodostępnych danych firmy i tam mamy informacje o tym, ile rowerów jest w ruchu, ile jest wypożyczonych, kiedy było ile wypożyczeń czy jaki jest przypływ użytkowników. Natomiast w to, ile firma na tym zarabia nie ingerujemy.

Rower służy do jazdy po asfaltowych ścieżkach rowerowych, co zostało również zapisane w regulaminie. A co się stanie, jeśli ktoś zjedzie z wytyczonego szlaku? Wydaje się, że dzięki GPS-owi łatwo będzie taką osobę zlokalizować i ukarać.
Oczywiście, GPS może się przydać również i do takich celów. Logiczne jest, że nie chcielibyśmy, aby taki rower, który kosztuje kilka tysięcy złotych nie został od razu zniszczony. GPS ma być przydatny bardziej do zabezpieczenia roweru przed zniszczeniami, niż do jakiegoś śledzenia użytkowników.

W regulaminie jest też zapisane, że wszystkie środki, które są zapłacone nie podlegają zwrotowi i aby nie przepadły muszą być w całości wykorzystane. To zapewne może budzić pewnego rodzaju obawy. Czy ZIKiT może tutaj w jakiś sposób zareagować?
Nie, my nie mamy na to wpływu, ponieważ jest to zgodne z koncesją. Poza tym nie otrzymaliśmy żadnych zgłoszeń potwierdzających, że jest to rzeczywiście jakiś problem. Dlatego też nie mamy żadnych podstaw do sugerowania czegokolwiek w tym zakresie. Oprócz tego, jeżeli ktoś podpisuje umowę, to chyba jest świadomy, na co się godzi. Podejrzewam, że taki zapis w regulaminie stanowi pewne zabezpieczenie dla firmy. Bo jeżeli ktoś kupuje abonament za 19 zł na miesiąc i przeliczy sobie, że zakup takiego całorocznego abonamentu wychodzi taniej, to mógłby sobie kupić sobie całoroczny, a po miesiącu z niego
zrezygnować i domagać się zwrotu niewykorzystanych pieniędzy. Na podstawie naszych doświadczeń ze starym systemem mogę powiedzieć, że praktycznie nie zdarzało się, aby ludzie wpłacali pieniądze, a potem starli się je odzyskać. Takie sytuacje pojawiały się dopiero wtedy, gdy zamykaliśmy i przenosiliśmy system. Ale i tak nie był to jakiś zauważalny problem, ponieważ takich przypadków było może kilkaset na 50000 użytkowników.

W wywiadzie pan Marcin Wójcik powiedział, że dzięki nowemu systemowi wypożyczalni rowerów miejskich zostanie zaoszczędzone około 20 milionów złotych.
Chyba zaszła tutaj pomyłka. Bo jeżeli zakładaliśmy, że rower będzie nas kosztował 250 zł miesięcznie, a rowerów będzie 1500, to wychodzi nam 4,5 miliona zł rocznie, co daje 36 milionów zł w perspektywie 8 lat.

Czy te pieniądze wrócą do ZIKiT-u i zostaną przekazane na rowery?
W zeszłorocznym budżecie były przewidziane środki na rowery miejskie, które uwzględniały, że rower będzie kosztował w granicach 18 zł miesięcznie. W momencie, gdy okazało się, że będzie on kosztował złotówkę miesięcznie, to została nam pewna pula pieniędzy wynosząca około 2 miliony złotych. Te środki zostały przez nas przeznaczone na infrastrukturę rowerową, a więc na remonty ścieżek rowerowych, wyznaczanie kontrapasów czy tworzenie przejazdów rowerowych. W tym roku te pieniądze nie były już zaplanowane, ale też zostało trochę środków na infrastrukturę rowerową. Tak naprawdę my nie mamy jakiejś osobnej puli, tylko w ramach puli zikitowej te pieniądze zostały częściowo rozdysponowane na prace remontowe. One zawsze były w urzędzie miasta, ponieważ my nie mamy swoich pieniędzy. Gdy mamy za coś zapłacić, to prosimy miasto, żeby nam dało pieniądze i wtedy płacimy. Były one zaplanowane na płacenie BikeU, natomiast teraz są w części przeznaczone na płacenie za remonty rowerowe, a w części poszły na inne zadania zikitowe.

W regulaminie jest również zapisane, że rowerami możemy się poruszać tylko po obszarze miasta Krakowa. Jeśli więc ktoś chciałby pojechać sobie np. do Tyńca, to pojawia się problem. Czy jest szansa, aby się to zmieniło? Czy istnieje tutaj jakieś pole do rozmów z operatorem systemu?
To jest bardziej pole do rozmów dla innych gmin, które miałyby ochotę mieć rowery i wtedy mogą się dogadywać z BikeU. Złotówka za rower dziennie to może niedużo, ale jednak płaci za to Gmina Miejska Kraków i dlatego te rowery służą do obsługi właśnie jej obszaru.

No tak, ale mieszkaniec Krakowa lub turysta pewnie chętnie pojechałby sobie od czasu do czasu do np. wspomnianego już Tyńca.
Powiem więcej - zdajemy sobie sprawę, że ludzie i tak tam rowerami jeżdżą i nikt z tego powodu jakiegoś wielkiego problemu nie robi. Problem byłby wtedy, gdyby ktoś zabrał sobie taki rower i pojechał z nim do Warszawy. Być może w przyszłości stanie się tak, że ten rower będzie rowerem aglomeracyjnym, ale póki co jest to ciągle rower miejski, ponieważ formalnie rzecz biorąc my możemy wydawać pieniądze tylko na tereny i na własność Gminy Miejskiej Kraków. Nie możemy więc płacić za coś, co nie odbywa się w Krakowie, nawet jeśli miałoby to kosztować przysłowiowy grosz. Dlatego też wolelibyśmy, żeby nam te rowery nie wyjeżdżały poza Kraków, ale żeby nie robić problemów upraszczamy tą sytuację.

Tyle tylko, że wcześniej to ZIKiT był właścicielem całej infrastruktury, a teraz właścicielem jest firma prywatna, które może sobie dowolnie kształtować kary.
Zgadza się, ale dopóki mówimy o Tyńcu, który jest 500 metrów za granicą Krakowa nie ma sensu robić z tego afery. Mamy oczywiście pewne zapisy w regulaminie, które są tak naprawdę „chuchaniem na zimne”, które są pewnymi obostrzeniami, ale to są rzeczy, które dotyczą 0,5% użytkowników. 99,5% użytkowników nie ma z tym problemów.

Czy jeżeli firma zarządzająca systemem swoimi działaniami, regulaminem, karami czy podejściem do klienta zniechęci ludzi i w związku z tym będzie mało wypożyczeń, to czy ZIKiT ma możliwość wpłynięcia na zmianę takiej niekorzystnej sytuacji?
Mieliśmy taką możliwość i wykorzystaliśmy ją podczas podpisywania koncesji. To jest bardzo drogi system, a operatorowi nikt do niego nie dołoży. W związku z tym, albo ta firma zorganizuje wszystko tak, aby było to opłacalne dla mieszkańców i aby mieszkańcy chcieli z rowerów korzystać, albo będzie musiała zrezygnować z tego interesu i wtedy będziemy musieli nawiązać współpracę z inną firmą.


Autor na Twitterze
Trwa ładowanie komentarzy...