Toyota C-HR - spełnione oczekiwania?

C-HR miał być „nowym otwarciem” Toyoty, jak również pierwszym modelem który można było kupić przez internet. Czy spełnił oczekiwania pokładane w niego przy wprowadzaniu na rynek?

Po raz pierwszy o Toyocie C-HR rozmawialiśmy ponad pół roku temu, podczas jej przedpremiery. Wtedy mówiliśmy o oczekiwaniach i planach marki względem tego samochodu. Teraz chciałbym to zweryfikować. A więc: C-HR miał przyciągnąć do salonów Toyoty nowych klientów. Czy rzeczywiście tak się stało?
Tomasz Bogacki (Manager Omotenashi w salonie Toyota Romanowski Kraków):
Zdecydowanie tak. W tej kwestii naprawdę osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. C-HR sprzedaje się bardzo dobrze, szczególnie w wersji hybrydowej, co akurat nie jest dla nas zaskoczeniem, bo przewidywaliśmy, że tak właśnie będzie. Mimo że hybryda jest troszkę droższa od wersji benzynowej, to i tak cieszy się większą popularnością. Na podstawie tego wnioskujemy, że C-HR służy głównie do jazdy miejskiej. Jest to zgodne z jego przeznaczeniem, ponieważ właśnie pod takim kątem został zaprojektowany. Nie oznacza to jednak, że C-HR nie nadaje się na dłuższe wyjazdy. Znamy bowiem klientów, którzy wybrali się nim na narty do Włoch i byli zachwyceni.



Ale generalnie ten samochód był i jest reklamowany jako miejski SUV.
Tak, z tym że C-HR pod względem wymiarów zewnętrznych wcale nie jest taki mały. Wszyscy porównują go do Nissana Juke’a, a tymczasem wielkościowo odpowiada on Nissanowi Qashqai’owi.

Nawiązując do poprzedniego wywiadu: czy jeśli ktoś przychodzi po C-HR-a, to generalnie właśnie nim wyjeżdża z salonu, czy może jednak ostatecznie decyduje się na inny model?
Nie mamy oficjalnych informacji na ten temat, ale na bazie doświadczeń handlowców mogę stwierdzić, że osoba przychodząca po C-HR-a wyjeżdża z salonu właśnie nim. Jednak od tej reguły są oczywiście wyjątki, gdy np. doradca do spraw sprzedaży dowiaduje się, że klient ma dużą rodzinę i psa, a w dodatku często pokonuje długie trasy. W takiej sytuacji zdecydowanie lepszym wyborem będzie RAV4 i to właśnie ten model jest wtedy klientowi polecany. Wracając jednak do C-HR-a, to wzbudził on na pewno dużo medialnego szumu i pokazał, że Toyota zmierza w nowym dla siebie kierunku, zarówno pod względem designu, jak i grup docelowych. Nie da się ukryć, że ten samochód przyciągnął do naszych salonów całe grono młodych ludzi. Aby podkreślić ten efekt, niedawno ambasadorką Toyota Romanowski Kraków została pani Adrianna Palka - bardzo fajna, dynamiczna, młoda osoba, która jest trenerem personalnym, prowadzi różne zajęcia fitness, propaguje zdrowe odżywianie i współpracuje z wieloma gwiazdami w Polsce. I oczywiście jeździ C-HR-em, którym jest zachwycona.


Toyota zawsze kojarzona była ze stonowanymi samochodami dla statecznych osób. Jak dotychczasowi klienci zareagowali na C-HR-a?
Nie spotkałem się z negatywnymi opiniami na temat tego modelu, również w przypadku ludzi, którzy są wierni Toyocie od lat. Przykładowo jeden z naszych stałych klientów po obejrzeniu C-HR-a stwierdził, że to po prostu nie jest samochód dla niego, ale nie powiedział, że auto jest brzydkie. Projektując C-HR-a Toyota nie chciała stworzyć samochodu dla wszystkich, tylko taki, który się będzie wyróżniał, a chcąc się wyróżniać trzeba się liczyć niestety również z tym, że znajdą się tzw. hejterzy, którym auto się nie spodoba. Tak jak już wspomniałem, ja osobiście się z tym nie spotkałem, ale biorę taki scenariusz pod uwagę. Myślę jednak, że nasi klienci doceniają to, że rozwijamy się w nowym kierunku, zachowując przy tym wszystkie najważniejsze dla nas wartości, takie jak niezawodność, jakość i ekologia. C-HR to wszystko posiada. I właśnie to, oprócz oryginalnego designu, jest jego największym atutem.


Przejdźmy zatem do wnętrza C-HR-a. Muszę przyznać, że jego projektanci stanęli na wysokości zadania i podobnie, jak ich koledzy odpowiedzialni za nadwozie, stworzyli projekt, który całkowicie zrywa z tym, do czego Toyota nas przyzwyczaiła. Co na ten temat mówią klienci?
Wnętrze wygląda tutaj zdecydowanie inaczej niż w dotychczasowych Toyotach między innymi dlatego, że duży udział w pracach projektowych nad C-HR-em mieli projektanci z naszego europejskiego centrum designu ED2, zlokalizowanego na południu Francji, w okolicach Nicei. A jak wiadomo europejskie poczucie estetyki jest nieco inne niż japońskie. Stąd też C-HR wygląda tak odważnie. Samochód ten ma trafiać przede wszystkim gusta europejskich klientów, co zresztą świetnie mu się udaje.

Poprzednie Toyoty słynęły z intuicyjnej obsługi urządzeń pokładowych. W przypadku C-HR-a może być z tym chyba nieco większy problem.
Dlaczego? Mamy tutaj kilka klasycznych przycisków do sterowania funkcjami, z których często się korzysta, takich jak temperatura, nawiew czy podgrzewanie foteli. Inne funkcje uruchamiamy za pomocą ekranu dotykowego. Sam system multimedialny nie różni się wcale jakoś drastycznie od tego, który znamy z wcześniejszych Toyot.

Zdarza się, że klienci, którzy kupili i użytkują C-HR-a dzwonią po jakimś czasie do salonu z prośbą o poradę, bo np. na desce rozdzielczej pojawił im się jakiś komunikat, którego nie rozumieją?
Przypominam sobie jedną taką sytuację. Otóż jedna z naszych klientek twierdziła, że w jej samochodzie cały czas coś pika. Po odtworzeniu sytuacji okazało się, że odpowiadały za to dwa systemy. Pierwszym z nich był system informujący o opuszczaniu pasa ruchu, który aktywował się w momencie zmiany pasa ruchu bez sygnalizowania tego kierunkowskazem. Klientka spotkała się z taką funkcją po raz pierwszy, bo w jej poprzednim samochodzie niczego takiego nie było. Ale dzięki naszym wyjaśnieniom problem został rozwiązany. Natomiast drugim źródłem pikania okazał się system nawigacji, który posiada tutaj funkcję informowania o zbliżaniu się do fotoradaru i właśnie poprzez piknięcie daje o tym znać. Uświadomienie tego klientce sprawiło, że kłopot zniknął.

A propos komunikatów. Nie uważa pan, że nowoczesne samochody przekazują kierowcy ich nadmierną ilość? Wydaje mi się, że może to przynieść efekt przeciwny do zamierzonego, a mianowicie zamiast zwracać na nie uwagę ludzie zaczną je po prostu ignorować.
Rzeczywiście, można tutaj mówić o pewnym natłoku informacji, ale moim zdaniem wszystkie komunikaty są odpowiednio czytelne. W Toyotach są one wyświetlane w języku polskim, nie ma tutaj więc problemu z ich zrozumieniem. Poza tym komunikaty te są jasne i klarowne. Podawane są w formie hasłowej, ale jednocześnie wyczerpującej. A przy okazji mieszczą się na wyświetlaczu centralnym pomiędzy zegarami. W związku z tym wydaje mi się, że nikt nie powinien mieć kłopotu ze zrozumieniem, co samochód chce mu przekazać.

Da się je wyłączyć?
Niektóre tak. Przykładowo system monitorujący martwe pole dezaktywuje się po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. Natomiast nie sądzę, aby kierowcy z tego wyłącznika korzystali. My akurat tłumaczymy naszym klientom, że jest to system wspomagający, a nie wyręczający kierowcę. Jasne, może się zdarzyć, że kiedyś zawiedzie. Na szczęście jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, że komuś nie wyświetliły się w lusterku diody, a on zjechał na drugi pas i doszło do kolizji z innym samochodem. Działa to raczej w druga stronę, np. diody zaświecają się podczas jazdy obok ekranów dźwiękochłonnych.

Porozmawiajmy teraz o funkcjonalności C-HR-a. Z jednej strony ma on np. bardzo duży pojemnik na kubek z kawą i dosyć obszerny schowek przed pasażerem, ale nie ma miejsca na butelkę 1,5-litrową, kieszenie w przednich drzwiach są dosyć wąskie i mało funkcjonalne, z kolei tylne drzwi są ich całkowicie pozbawione. Czy ludzie zwracają uwagę takie rzeczy?
Podejrzewam, że większość użytkowników C-HR-a używa go do jazdy po mieście lub na niedługie wycieczki dookoła miasta, więc takie przedmioty, jak 1,5-litrowa butelka wody niekoniecznie są im niezbędne. Poza tym w przypadku tego modelu stylistyka zewnętrzna trochę podyktowała wygląd wnętrza. Przykładowo wspomniane tylne drzwi są poprowadzone w taki sposób, że nie za bardzo jest możliwość umieszczenia w nich kieszeni.


A czy klienci zwracali uwagę na takie niedogodności?
Jak dotąd się z tym nie spotkałem.

C-HR był pierwszym modelem Toyoty, który można było kupić przez internet. Czy taka innowacyjna forma zakupu cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród klientów?
Tą kwestię warto doprecyzować. Nie było tutaj możliwości zakupienia samochodu tylko i wyłącznie za pośrednictwem internetu. Faktycznie, takie były pierwotne założenia, ale niestety zweryfikował je najprawdopodobniej etap prawny. W związku z tym, finalnie możliwe było zamówienie samochodu przez internet, natomiast sam zakup musiał być potwierdzony rozmową z doradcą i wizytą klienta w salonie. Tak więc można powiedzieć, że zakup samochodu przez internet dopiero raczkuje.

To chyba dobrze...
W pewnym sensie tak, ponieważ może będzie mniej rozczarowań i pretensji do nas, jeżeli ktoś kupi samochód z obrazka, a później okaże się, że ma kierownicę z niewłaściwej strony, bo o takich sytuacjach też słyszałem. Wracając jednak do C-HR-a, to w jego przypadku kanał sprzedaży online rzeczywiście był otworzony i dzięki niemu można było samemu skonfigurować samochód, wybrać wersję wyposażenia, źródło napędu i kolorystykę, a następnie wysłać taki formularz do nas. Po jego otrzymaniu analizowaliśmy dostępność takiego auta, przygotowywaliśmy ofertę cenową na daną konfigurację, kontaktowaliśmy się z klientem i potwierdzaliśmy zamówienie.

Dużo ludzi zdecydowało się na taką formę zakupu?
Raczej nie, maksymalnie 10% spośród wszystkich klientów. Zdecydowana większość osób wybrała tradycyjny sposób zakupu.

Chciałbym teraz porozmawiać o pieniądzach. Muszę przyznać, że trochę nie rozumiem polityki cenowej Toyoty odnośnie C-HR-a. Z jednej strony mamy tutaj do czynienia nowym, chwalonym przez dziennikarzy, wzbudzającym zainteresowanie klientów i cieszącym się popularnością samochodem, a drugiej strony nie dość, że ciągle jest wyprzedaż rocznika 2016, to jeszcze wprowadzono rabaty na samochody wyprodukowane w roku 2017. Jeśli to przeanalizujemy, to okazuje się, że różnica w cenie pomiędzy rocznikiem 2016, a 2017 w czystej gotówce wynosi mniej więcej 2000 zł. W jakim celu udzielać rabatów na świeży, dobrze sprzedający się model?
Jeśli chodzi o rocznik 2016, to w jego przypadku rabat wynika ze specyfiki polskiego rynku, na którym liczy się rok produkcji, a nie data pierwszej rejestracji. Natomiast w przypadku rocznika 2017 nie mówimy o rabatach, ale o pewnej ofercie specjalnej. Dzięki temu chcemy dać klientom więcej za mniej. Są bowiem pewne konfiguracje samochodów, które cieszą się największą popularnością, więc mamy ich więcej na stanie i robimy na nie pewną ofertę specjalną.

Zrozumiałbym to, gdyby cena wyjściowa była zachowana, a do samochodu zostałby dodany pakiet o wartości np. 5000 zł. Troszeczkę nie rozumiem natomiast polityki schodzenia z ceną w dół. Co innego, gdyby trzeba było wzbudzić zainteresowanie samochodem, ale, jak już wielokrotnie wspominaliśmy, w przypadku C-HR-a nie ma takiej potrzeby. Ponadto dochodzi do tego kwestia psychologiczna - ludzie mogą pomyśleć sobie, że skoro Toyota obniża cenę nowego modelu o 5000 zł, to zarabia na nim minimum 10000-20000 zł. U klienta może więc pozostać pewien niesmak.
Obecnie, wchodzący do salonu klient w pierwszej kolejności pyta o to, jaki może dostać rabat. Dlatego też musimy być na to przygotowani. Poza tym pytanie o politykę rabatowania powinno być raczej skierowane do importera, czyli do Toyoty Motor Poland, a nie do nas.

Właśnie, warto tutaj jasno powiedzieć, że ceny samochodów są mówiąc wprost narzucane dealerowi przez importera.
Zgadza się. Ceny wyznacza importer i obowiązują one w każdym salonie Toyoty w Polsce.

Autor na Twitterze
Trwa ładowanie komentarzy...