O autorze
Dziennikarz miesięcznika motoryzacyjnego KATALOG dla kierowców.
Twitter: @R_Lorenc

Subaru Levorg w Karkonoszach - test

Subaru Levorg MY18 1.6 GT-S Sport
Kiedy zastanawiasz się nad zmianą samochodu, a nie jesteś fanatykiem konkretnego producenta, myślisz o różnych markach. A pomyślałeś o Subaru? No właśnie. Pomimo, że marka budzi pozytywne skojarzenia, nie cieszy się dużą popularnością u odbiorców. Postanowiłem, zatem zabrać na „poligon doświadczalny” Subaru Levorg MY18 i sprawdzić jak spisze się w malowniczych rejonach Karpacza.



Nieprzypadkowo na testowanie Subaru Levorga MY18 1.6 GT-S Sport (w stosunku do MY17 model posiada dodaną m.in.: kamerę w lusterku wewnętrznym oraz kamerę przednią) wybór padł na Karpacz, a szerzej Karkonosze. I nie chodziło o zwiedzanie atrakcji turystycznych, które warte są swojej uwagi, takich jak: góra Śnieżka, Świątynia Wang, dziki wodospad, Krucze Skały czy też zapora na Łomnicy. Na „poligon doświadczalny” wybrałem te malownicze okolice Polski, bo gdzież może lepiej czuć się Subaru jak nie na krętych, opadających lub wznoszących się drogach, które przecinają doliny i góry. Drogach, gdzie liczy się precyzja prowadzenia, bo – nawet jak jest płasko i jedziemy po prostej - ich szerokość niejednokrotnie wymaga dużej dokładności przy mijaniu się z innym samochodem. Sprawdziłem również czy samochód spod znaku Plejad poddaje się, tak jak auta innych marek, anomalii grawitacyjnej (pojazd z wyłączonym silnikiem sam jedzie pod górę) występującej na jednej z dróg w Karpaczu.
Wybór „bazy wypadowej” – hotel Artus w Karpaczu – również nie był przypadkowy. Tak jak w przypadku marki Subaru, podwaliny pod obecny hotel sięgają 100 lat – tyle ma najstarszy budynek. Ale łączy je zdecydowanie więcej. Tak samo oferują coś, co nieczęsto (o ile w ogóle) występuje u ich konkurencji. W Subaru jest to, AWD (stały napęd na wszystkie koła) oraz silnik bokser, a w hotelu Artus kort do squasha, kręgielnia czy chociażby boisko do piłki halowej.



Wsiadamy...
... tylko ostrożnie, bo boczne progi są słusznych rozmiarów i nawet lekkie ich zabrudzenie błyskawicznie zostanie przeniesione na nogawkę spodni. A wystarczyło, aby próg był przykryty drzwiami i byłoby idealnie. Pomimo, iż fotel posiada elektryczną regulację praktycznie we wszystkich kierunkach, zajęcie komfortowej pozycji wymaga od nas kompromisu. Kompromisu, który odczujemy, ale o tym później.

Kokpit jest mocną stroną Subaru. Estetyczny i uporządkowany. Naprawdę nie potrzeba przestudiowania instrukcji obsługi, żeby sprawnie poruszać się po nim. System multimedialny (pomimo, iż raz zawiesił się i pomogło dopiero zgaszenie i ponowne odpalenie Levorga) działa sprawnie i jest przyjazny oraz prosty w obsłudze. Parowanie telefonu (bez względu na posiadany w nim system operacyjny) jest szybkie i łatwe.

System audio (z odtwarzaczem CD) posiadający 6 głośników i umożliwiający odtwarzanie zawartości również z zasobów telefonu najprościej można scharakteryzować, że ... jest i gra. Tyle. Na pewno nie będziecie przesiadywać w samochodzie, żeby rozkoszować się jego brzmieniem, ani tym bardziej chwalić się nim przed znajomymi.

Sterowanie szyberdachem wygląda jakby wygrało konkurs pt.: „jak najbardziej skomplikować najprostsze funkcje”. Mamy jeden przycisk do uchylania i jeden do otwierania. Jeżeli jednak mamy uchylony szyberdach, to musimy go najpierw zamknąć, a potem drugim przyciskiem otworzyć. Oczywiście przyciskiem do zamykania szyberdachu nie zamkniemy go jak był uchylony.

Gniazda USB dla pasażerów tylnej kanapy umieszczone na tunelu środkowym oraz przyciski ISR (system ratunkowy działający na bazie sygnału GPS) w podsufitce robią wrażenie jakby konstruktorzy wpuścili do kabiny swoich odpowiedników z konkurencyjnej marki ze słowami „umieście je jak chcecie”, a oni umieścili w najbardziej niepasujący do całości sposób. A wystarczyło tylko 3 minuty dłużej pomyśleć (lub w ogóle) i byłoby, i ergonomicznie i ładnie.

Jedziemy, ale...
... najpierw musimy uruchomić 170-konny silnik typu bokser - w Levorgu pozbawiony swojego charakterystycznego bulgotu. Zaraz po odpaleniu (kiedy nie jest nagrzany) cała konstrukcja trzęsie się jakby miała dreszcze. Pewnie jakby Levorg był człowiekiem, na karoserii pojawiłaby się „gęsia skórka”. Na szczęście nagrzewa się dostatecznie szybko i dreszcze Subaru ustają. Do wyboru mamy dwa tryby jazdy: Intelligent oraz Sport (większa moc oraz lepsze przyspieszenie). Dwa do jazdy, ale po uruchomieniu silnika zawsze aktywny jest Intelligent - bez względu, na jakim był wyłączany. Na szczęście działanie systemu Start-Stop odpala Levorga (sprawnie i bez opóźnień) na trybie, na którym był wcześniej ustawiony.

Na początek autostrada i ... pierwsze rozczarowanie. Przy prędkości autostradowej w kabinie jest głośno, jakby człowiek wsadził głowę do przemysłowej dmuchawy (Levorg miał raptem 2 miesiące i przejechane niecałe 7000 km). Pierwsza myśl: szyby są niedomknięte. Niestety błędna, były szczelnie zamknięte. Tak po prostu jest i albo się przyzwyczaimy, albo ... znajdziemy przystanek Polskiego Busa lub innego PKS-u. Na szczęście systemy rozleniwiające kierowcę, jak i te niwelujące jego ułomności działają bardzo sprawnie. Funkcjonowanie tempomatu adaptacyjnego z regulowaną czułością, jak również systemu monitorowania martwego pola, czy też utrzymania samochodu w pasie jezdni jest dopracowane – brawo. Inaczej jest z fotelem. Levorg nie posiada systemu monitorującego zmęczenie kierowcy. Dlaczego? To proste, nie zmęczysz się prowadząc go na autostradzie. Prędzej dostaniesz skurczu pośladków lub wewnętrznej strony uda – w zależności jak siedzisz i prowadzisz auto – niż się zmęczysz, co owocuje zaordynowaniem w kabinie przerwy i rozruszaniem się przed dalszą drogą. Po paru godzinach takiej jazdy tylko marzysz o masażu lub przynajmniej rozruszaniu się w sensownym basenie (na szczęście i jedno i drugie dostępne było w hotelu Artus, a basen posiadał dwa tory, każdy o długości 18 metrów).

Kiedy zjedziemy z autostrady na drogi lokalne Levorg pokazuje swoje prawdziwe – dotąd ukryte – oblicze. Tak, kręte drogi raz podążające pod górę, a za chwile opadające w dół są jego prawdziwym żywiołem i miejscem gdzie czuje się najlepiej. Jest przewidywalny, stabilny i daje kierowcy uczucie w prowadzeniu całkowitej pewności i kontroli nad jego poczynaniami. Skoro droga idzie w lewo, my podążamy za nią. Jak zacznie skręcać w prawo, my bez wysiłku i zbędnego stresu, cały czas jesteśmy w jej osi. Jakby Levorg był z nią zespolony, jakbyśmy poruszali się zjeżdżalnią rurową (nawiasem mówiąc, 60 metrowa jest w hotelu Artus). Zapadający zmierzch i głęboka noc, również nie jest w stanie zburzyć tego wrażenia. Zastosowane w Levorgu światła i system aktywnego doświetlania zakrętów są doskonałe i zapewniają wspaniałą widoczność. Co dziwne, na drogach gdzie proste są tylko przez chwilę, fotele sprawdzają się świetnie.

Elastyczność silnika jest wystarczająca, ale nie pozostawia praktycznie żadnej nadwyżki mocy (szczególnie brakuje jej przy wyprzedzaniu). Mniejszy silnik nie dawałby żadnych doznań, większy (o tak) zdecydowanie by je poprawił. Szkoda. Skrzynia biegów - w obu ustawieniach - lubi żeglować (efekt jakbyśmy w samochodzie z manualną skrzynią biegów nacisnęli na sprzęgło), co czasami powoduje uczucie braku kontroli nad samochodem i niepotrzebne podhamowanie przez nas np. przed zakrętem. Konsekwencją jest szybsze zużycie klocków. Szkoda, że nie można tych ustawień regulować.


Kombi, czyli...
... na wszystko znajdzie się miejsce. Niestety, nie. Bagażnik (522 litrów pojemności) z dodatkowymi schowkami pod podłogą, jest bardziej niż wystarczający. Musimy jednak pamiętać, aby podchodzić do niego z szacunkiem, czyli z pochyloną głową, ponieważ otwiera się raptem na wysokość niecałych 180 cm. Za to ilość i wielkość schowków w kabinie marketing Subaru powinien strategicznie przemilczeć. Oczywiście jest schowek w podłokietniku, są również miniaturowe w drzwiach (pomieszczą praktycznie tylko małą butelkę), jak również przed pasażerem takiej wielkości, że chyba ameba dostałaby w nim klaustrofobii. Brak za to schowka na okulary, ale to już powoli robi się standardem w samochodach. A szkoda. Konstruktorzy Levorga doszli chyba do wniosku, że skoro już go masz, to nie potrzebujesz niczego innego, a wszystko co chcesz przewieźć umieścisz w bagażniku. Nawet jakbyś chciał kupić drugie auto, czy też otworzyć konto w banku i schować gdzieś w kabinie ofertę wielkości kartki papieru (A4), nigdzie się nie zmieści – jak będzie dostatecznie płaska to może w kieszeniach przednich foteli. Jeżeli na co dzień posługujesz się aktówką (tzw. kopertówką), równie często będziesz otwierał bagażnik, jak i drzwi kierowcy. Po prostu w kabinie nie ma na nią stabilnego miejsca.

Uwaga, będę chwalił...
... bo naprawdę jest za co. Zamontowana kamera cofania (bez czujników, czyli pozbawiona sygnalizacji dźwiękowej o zbliżaniu się do przeszkody) działa bardzo precyzyjnie. Możemy z taką samą precyzją jak Grigorij w serialu „Czterej pancerni i pies” wbijający czołgiem gwóźdź do drzewa, parkować Levorgiem na upatrzonym miejscu. Jej czytelność jest tak samo dobra w słoneczny dzień, jak i w pochmurną noc. Brawo.
Zadowoleni będą również podróżujący na tylnej kanapie. Posiada ona możliwość pochylenia (niezależnie) oparć. Bardzo wygodne rozwiązanie na dłuższe podróże.

Niski apetyt na paliwo...
... niestety nie jest domeną Levorga. Jedyne dostępne w nim „serce” o pojemności 1.6 litra, generujące 170 KM (250 Nm) do najoszczędniejszych nie należy. Pomimo, iż producent w oficjalnych materiałach, obiecuje spalanie w cyklu mieszanym na poziomie 7,2 l/100 km, mi nie udało się zejść poniżej 10,0 l/100 km. Na trasie, przy stabilnej jeździe – prawie jak w laboratorium ledwo dotykając tak gaz jak i hamulec - z prędkością do 90 km/h, udało się osiągnąć wynik 6,8 l/100 km (6,3 l/100 km wg danych producenta). W mieście spalanie zatrzymało się na 11,4 l/100 km (przy mocno zakorkowanym wzrosło do 12,4 l/100 km), a tymczasem producent deklarował spalanie na poziomie 8,8 l/100 km. Chyba, żeby je osiągnąć, musiałbym poruszać się w środku nocy i to pod warunkiem, że wszystkie sygnalizatory są wyłączone i jedziemy tylko drogami z pierwszeństwem przejazdu.

Porozmawiajmy o pieniądzach...
... tylko cicho, bo Subaru ciągle pokazuje ceny w walucie, która nie jest w pierwotnym obiegu w Polsce. Tak, ciągle wszystkie ceny podawane są w Euro, dodatkowo przy zakupie obowiązuje nas cena z miesiąca, w którym odbieramy samochód, a nie, w którym go zamówiliśmy. Niejako na osłodę, Subaru dopuszcza płatność w Euro. Cena testowanego modelu to koszt 33 500 Euro (dopłata za lakier metalik lub perłowy – 400 Euro). Chcielibyście doposażyć Levorga? Na szczęście tutaj mamy ceny w PLN, ale wybór jest „krótką ławką”. Mamy bagażniki (od 2148 do 2836 PLN), haki holownicze (1899-2522 PLN), popielniczkę (184 PLN), zapalniczkę (217 PLN), dywaniki (186-312 PLN), listwy, osłony i to w zasadzie tyle.
Koszty serwisowe również podawane są w PLN. Za przegląd (obowiązkowo co rok lub 15 tys. km - co wcześniej nastąpi) mały i średni Subaru ustaliła jedną kwotę wynoszącą 1450 PLN. Koszt dużego przeglądu (po 60 tys. km lub co 4 lata – co wcześniej nastąpi) to wydatek 1800 PLN. Za klocki na jedną oś (bez znaczenia przednie, czy tylne) wraz z wymianą zapłacimy 600 PLN. Wymiana równocześnie klocków i tarcz uszczupli nasze konto o 1700 PLN.

Jaki zatem jest Subaru Levorg...
... w najbogatszej wersji wyposażenia? Dla osób myślących. Taki wniosek samoczynnie nasuwa się po przejechaniu prawie 1000 kilometrów. Ma wszystkie systemy, które mieć powinien i żadnego więcej. Dodatkowo ich działanie nie jest nachalne, tym samym mamy wrażenie (a nawet pewność), że to my odpowiadamy za prowadzenie Levorga. Równocześnie jest jednym z nielicznych obecnie produkowanych modeli, do którego możesz wsiąść i ... jechać. Taki ostatni Mohikanin wśród samochodów osobowych. Samochód, który pomimo gwiazd w logu, dalej podlega ziemskim prawom natury (na drodze anomalii grawitacyjnej, poruszał się z wyłączonym silnikiem do góry). Modelem, który jeżeli mieszkałbym w górach i nie planował długich podróży autostradami, zaraz stanąłby w garażu. Modelem, który – jeżeli komuś nie przeszkadza jego konsumpcja paliwa – sprawdzi się również w mieście. Modelem, który jeżeli Subaru wyda jakieś 10 USD na poprawienie kilku nieakceptowalnych dla mnie rzeczy, z chęcią będę oglądał przez okno salonu, a w weekend z przyjemnością prowadził po drogach Karkonoszy.

Dziękuję hotelowi Artus w Karpaczu za pomoc przy realizacji testu.

Autor na Twitterze
Trwa ładowanie komentarzy...